Jeszcze pobrzmiewają echa ze spotkań podczas nabożeństw w Tygodniu Modlitw o Jedność…

 

Dziękujemy wszystkim, którzy modlili się z nami podczas czwartkowej Mszy o Jedność w naszym kościele św. Marcina.

Cieszymy się, że mogliśmy tak licznie zgromadzić się przy wspólnym stole podczas agapy, a przez to, również dać świadectwo pragnienia jedności.

 

Na zakończenie wspólnego świętowania ks. bp Bronisław Dembowski powiedział, że idziemy w dobrym kierunku, posuwamy się do przodu w ekumenicznym dialogu… To cieszy i daje nadzieje!

Fotorelacja z tej uroczystości: tutaj

***

W tym duchu ekumenicznych przeżyć i rozważań dziękujemy ks. Tomaszowi za nadesłaną do nas refleksję…

 

GWOŹDZIE I MIÓD NA MOIM EKUMENICZNYM SERCU

Już wiele lat minęło od obrony mojego doktoratu z ekumenii. Wiele lat upłynęło też od czasu, który go poprzedzał a który z woli Bożej, związany był z klasztorem Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża na Piwnej i środowiskiem Lasek. Opatrzność Boża posłała mnie do służby w Italii, potem na misjach w Meksyku… Jednak to nie oddaliło mnie od tego, że w głębi serca czuję się ekumenistą.

Filozofia dialogu i spotkania od zawsze była tematyką, która mnie interesowała. W jej ramy wpisuje się również teologia ekumeniczna, przyjmując podstawowe założenia tejże filozofii. Kontynuując moją drogę naukową, drugi doktorat napisany na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie dotyczył wizji spotkania, jako podstawowego elementu rozwoju naszego człowieczeństwa. Pracę oparłem na wizji człowieka i świata w twórczości znanego reportera, myśliciela i podróżnika, Ryszarda Kapuścińskiego. Praca ta okazała się również kolejnym krokiem w stronę pogłębienia pojęcia ekumenii. Pisma Lévinasa, Bubera, Ebnera, Rosenzweiga, ks. Tischnera i wielu innych pozwoliły mi nie tylko poznać, czym jest dialog, ale wręcz zainspirowały, aby stawać się w życiu człowiekiem dialogu, otwartości i pojednania. Nie tylko na płaszczyźnie religii, ale codziennego życia, które właściwie przeżywane opiera się przecież na konstruktywnym dialogu miłości z Innym. Wierność i praktyka idei dialogu z Innym pozwala mi na przepiękną podróż w bogactwo świata oraz innego człowieka. Tak było w Meksyku, tak jest podczas każdej mojej podróży w różne zakątki świata, tak jest podczas mojej posługi w maleńkich, górskich miasteczkach środkowej Italii. Człowiek ze swojej natury jest ukierunkowany na dialog, który niejako tworzy go bardziej ludzkim. Przenosząc to na grunt wiary chrześcijańskiej, dialog ekumeniczny pozwala na ukształtowanie w wierzącym dojrzałości chrześcijańskiej.

Zadziwiające, że wielu, którzy przedstawiają się jako chrześcijanie, zażarcie krytykują ideę ekumenicznego pojednania. Wystarczy prześledzić fora internetowe, wpisy na portalach społecznościowych. Zacietrzewienie, wielkie dywagacje, prowokacje, „święte oburzenie”, często agresja. Wszystko to w obronie wiary i tradycji. Tylko… czy to wiara Kościoła i Chrystusa? Bo jeżeli tak, to idea zgromadzenia w jednej owczarni wszystkich wyznawców Jezusowych, nie może zostać odrzucona. Sam Jezus modlił się, abyśmy byli jedno. Może chodzi więc o formę tego zjednoczenia? Odpowiedzią o formę jest tylko jedno słowo: miłość. I dlatego forma jedności to nie monolit, ale jedność w różnorodności, zarówno tradycji, jak i formy ich wyrażania. Kolorowa mozaika potrafi zachwycać pięknem podczas gdy takie same, kamienne bloki są szare i nieciekawe.

Ku takiej wizji ekumenii skłaniał się papież Benedykt XVI, który na pytanie o rozumienie widzialnej jedności chrześcijan, w oparciu o nauczanie Soboru Watykańskiego II, podkreślił jej obecność w Kościele katolickim, jednocześnie dodając, iż „ta jedność nie jest równoznaczna z ujednoliceniem wszystkich form wyrazu teologii i duchowości, form liturgicznych i dyscypliny. Jest to jedność w różnorodności i różnorodność w jedności”.

Mój pobyt w Rzymie zbiegł się ze śmiercią św. Jana Pawła II i z elekcją nowego papieża, który przyjął imię papieża Benedykta XVI. Jak wielu zapewne, miałem pewne obawy co do rozwoju ekumenii za jego pontyfikatu. Całkiem niesłuszne zresztą. Już od początku okazało się, że Benedykt XVI był nie tylko wielkim teologiem i stróżem doktryny, ale też wielkim ekumenistą. Zauważyć to możemy już w pierwszym roku pontyfikatu. W homilii podczas Mszy na zakończenie konklawe papież stwierdził, że dążenie do jedności wszystkich uczniów Chrystusa jest jego „podstawowym zadaniem” oraz „pilnym obowiązkiem”. Deklaruje się, że wzorem swoich poprzedników będzie popierał inicjatywy służące dialogowi z przedstawicielami innych kościołów i wspólnot. To była nie tylko deklaracja wynikająca z dobrych chęci, ale zapowiedź konkretnych gestów, które miały na celu przynaglić wszystkich wierzących do wewnętrznego nawrócenia, które jest nieodzownym warunkiem wszelkiego postępu ekumenizmu.

Drogę ekumenii kontynuuje papież Franciszek, zwracając uwagę na podstawę całej ekumenii, którą Jan Paweł II nazwał „duszą ekumenizmu”, czyli ekumenizm duchowy. Podczas spotkania ekumenicznego z osobami konsekrowanymi powiedział, że nawrócenie, modlitwa i świętość to niezbędne warunki by odbudować jedność Kościoła, a życie zakonne samo w sobie jest dążeniem do duchowej jedności w różnorodności.

Tę ideę wciela w życie włoska wspólnota monastyczna z Bose, wraz ze swoim założycielem i wieloletnim przeorem Enzo Bianchi. Miałem możność jakiś czas mieszkać i modlić się w tej wspólnocie. Poznałem fra Enzo, rozmawialiśmy nie raz o jedności. Okazało się, że mamy podobne jej pojęcie. Ku mojej radości, napisał mi przedmowę do włoskiego wydania mojej książki o horyzontach spotkań w twórczości Kapuścińskiego. Wspólnota z Bose to chrześcijanie, którzy w sposób poważny traktują ekumenię, i to na wszystkich jej płaszczyznach: doktrynalnym, praktycznym i duchowym. Przebywanie tam było plastrem miodu na moje ekumeniczne serce.

Dane mi było też nauczać teologii ekumenicznej w Wyższej Szkole Teologicznej im. Jana XXIII w Rieti, diecezji gdzie od wielu lat posługuję duszpastersko. Zajęcia spotykały się ze sporym zainteresowaniem. Pokazały mi też wiele braków na płaszczyźnie rozumienia ekumenii. Nic dziwnego w rzeczywistości (jak to spotka się często w diecezjach wielu krajów, również i w Polsce), gdzie działania ekumeniczne ogranicza się do lepszej lub gorszej organizacji Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, zapominając chociażby o modlitwie w ciągu roku – czy choćby żeby od czasu do czasu użyć formularza mszalnych tekstów liturgicznych Mszy o jedność chrześcijan. Oficjalnymi promotorami ekumenii w wydziałach kurialnych są osoby przypadkowe, nie przygotowane do pełnienia swojej funkcji, zazwyczaj łączonej z np. wydziałem pastoralnym, katechetycznym czy misyjnym. Żeby zachować odpowiednie normy; żeby coś tam było. I tyle! Pewnego razu pojechałem na rozreklamowane nabożeństwo ekumeniczne w mojej włoskiej diecezji. Wszedłem do kościoła, gdzie miało się odbyć, i doznałem wielu zaskoczeń. Pierwsze: nie zaproszono żadnego przedstawiciela z nielicznych, aczkolwiek istniejących obok wspólnot chrześcijańskich. Drugie: nie był obecny biskup, a przecież to spotkania miało charakter diecezjalnego, głównego dnia modlitwy o jedność. Trzecie: zasadniczą treścią spotkania był nudny dyskurs jakiegoś zaproszonego biblisty, który już na wprowadzeniu zaznaczył, że nie czuje się ekumenistą. A potem wygłosił długi wykład biblijny o świątyni żydowskiej.

W tym momencie w szczególny sposób wróciłem pamięcią do ekumenii, którą zapamiętałem sprzed lat. Coroczny udział w organizowanych spotkaniach Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, który nie trwał tygodnia, lecz cały miesiąc, nie był nigdy dla mnie, jak to niektórzy nazywali złośliwie „maratonem ekumenicznym”. Każde ze spotkań uważałem za mały, i jednocześnie bardzo ważny krok w drodze do wzajemnego zrozumienia. Miałem i mam tego głębokie przekonanie. Rozmowy w szpitaliku Laskowskim ze ś.p. siostrą Joanną Lossow, którą lubiłem odwiedzać i słuchać jej ekumenicznych wspomnień i przemyśleń. Posługa w archidiecezjalnym Radio Józef, gdzie wspólnie z Mikołajem Foksem prowadziliśmy cykliczną ekumeniczną audycję „…Aby byli jedno”. Czas, w którym poznałem wielu pięknych ludzi. Wspólnie, z Bożą pomocą, w różnorodności własnej wiary i sposobu jej wyrażania, nie tylko stawaliśmy się, ale już byliśmy jednością w jedynym Zbawcy, Jezusie Chrystusie. „Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (J 17, 25n)

ks. Tomasz J. Chlebowski

 

Ksiądz Tomasz Chlebowski ur. 1 stycznia 1974 r. w Słupcy od lat posługę duszpasterską pełni poza granicami naszego kraju. Jest on absolwentem słupeckiego Liceum Ogólnokształcącego z 1993 r. W roku 1999 ukończył Wyższe Seminarium Duchowne we Włocławku (filozofia i teologia). Na Uniwersytecie im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, w roku 2005, uzyskał tytuł doktora (teologia ekumeniczna). Kolejne studia ukończył w roku 2011 w Pontificia Universita della Santa Croce – Doctorate Comunicacion Social Intitucional (komunikacja społeczna).