
Ks. Tadeusz Fedorowicz kiedyś tak głosił w okresie Wielkanocnym:
Ciągle żyjemy w radości Wielkanocnej. Dobrze jest uświadomić sobie, z czego ta radość płynie, bo cieszymy się, a niekoniecznie wiemy, z czego się cieszymy.
Kiedyś pewien mądry profesor uniwersytetu tak mi powiedział: „Młody je maliny i nie wie, jak smakują, bo się nad tym nie zastanawia, nie analizuje, nie ma świadomości. Je, smakują mu, ale nie wie, jak smakują”. Tak samo może być z radością Wielkanocną. Żeby więc ta radość była pełna, była dojrzała, trzeba ją przeżyć świadomie.
Apostołowie cieszyli się inaczej niż my. Oni widzieli, że Pan Jezus umarł, a pokładali w Nim i swoje nadzieje, i nadzieję całego narodu izraelskiego. Spodziewali się, że On będzie Królem, Mesjaszem. I wiele mieli nadziei osobistych, zebranych przez tych kilka lat, kiedy On z nimi obcował. I nagle to wszystko się załamało, urwało się przez Jego śmierć. Nie rozumieli, gdy im mówił, że zmartwychwstanie, i dlatego, kiedy to się stało, była ogromna radość. Życie ich z powrotem nabrało wartości i sensu.
My nie umiemy tak się cieszyć, bo nie umiemy tak przeżywać śmierci Pana Jezusa jak apostołowie, ani jak Matka Boża – w wielkim bólu. My wiemy od razu, że Pan Jezus zmartwychwstał, i dla nas Jego śmierć nie jest utratą nadziei, tak jak była dla Jego uczniów.
Z czego więc my się cieszymy?
Bardzo często cieszymy się z tego, że są święta, że będzie wesoło, że będzie mniej roboty niż zwykle, że będzie lepsze jedzenie itd. To są różne zewnętrzne przejawy – to, że liturgia jest wesoła, że się śpiewa ładne pieśni, Alleluja. To jest zewnętrzna racja do radości, ale wiemy, że istnieje dużo głębszy jej powód, tylko nie zawsze go sobie w pełni uświadamiamy. A to chodzi o zwycięstwo Chrystusa nad wszystkim, co jest złe, więc i nad śmiercią, nad złem moralnym, nad grzechem. Stąd płynie nasza wielka radość.
Człowieka niepokoi śmierć – tajemnica życia po śmierci, kończenie się życia ziemskiego. A Zmartwychwstanie otwiera dalsze życie, otwiera nam drogi do wieczności. Dlatego im głębiej człowiek wierzy w Chrystusa, tym wyraźniejsze stają się widoki na wieczność, tym są pewniejsze. To ogromna radość, że śmierć nie jest końcem ani beznadziejnością. A im bardziej człowiek wierzy, tym bardziej śmierć może się stać radością. Widziałem kilka takich śmierci. Ci ludzie naprawdę w pełni cieszyli się i czekali z utęsknieniem swojej śmierci, bo tak była jasna, żywa ich wiara.
A druga radość płynie ze zwycięstwa nad złem, nad grzechem. Zło we mnie i zło wokół mnie przygniata, boli i niszczy. Ale Chrystus na Krzyżu i w tym daje zwycięstwo. Aby jednak nasza radość była pełna, prawdziwa, trzeba być przy Chrystusie Panu. Trzeba być ciągle przy Nim, zwłaszcza w dwóch chwilach: na Krzyżu i podczas Zmartwychwstania. Adoracja Chrystusa ukrzyżowanego i Chrystusa zmartwychwstałego.
Są tacy, którzy by chcieli być tylko przy Chrystusie zmartwychwstałym, to znaczy mieć chrześcijaństwo łatwe, wygodne, bez kosztów, bez cierpień, bez krzyża. Ale to się nie da, nie może tak być. Nie ma Zmartwychwstania bez uprzedniego ukrzyżowania. To znaczy, że by moja radość ze Zmartwychwstania i z mojego w nim udziału, czyli ze zwycięstwa Chrystusa nad złem moim życiu, była prawdziwa, trzeba, żebym przeszedł przez ofiarę Krzyża. Nie będzie zmartwychwstania we mnie, jeśli nie będzie umierania razem z Nim.
(…)
I na koniec bardzo krótkie nagranie głosu Księdza Tadeusza:



