Dwa światy – jeden Krzyż. W szkole krzyża. Rozważania z Lasek 1948

I: Pan Jezus na śmierć skazany

Stoją przed sobą: Syn Boży i Namiestnik Cesarza Rzymskiego. Dwa światy: świat Boży, w którym Pan Jezus daje świadectwo prawdzie i świat ludzki, który z powątpiewaniem pyta: „Cóż to jest prawda?”.

Każdy działa na swój sposób. Z jednej strony są ludzie pogrążeni w namiętnościach, liczący się tylko ze sprawami doczesnymi: nauczyciele i kapłani, którzy boją się konkurencji Jezusa Chrystusa, i Piłat, który boi się, aby go nie oskarżono przed Cesarzem, i dlatego skazuje Pana Jezusa na śmierć. Z drugiej strony Pan Jezus poddający się woli Bożej, która objawia się przez niesprawiedliwy sąd ludzki.

Drogi Boże są inne niż ludzkie, i Myśli Boże są inne, niż myśli ludzkie.

II: Pan Jezus bierze krzyż na ramiona

Pan Jezus bierze krzyż na ramiona. Krzyż staje się znakiem granicznym między światem Bożym a światem ludzkim, między prawdą a nieprawdą; staje się drogowskazem pokazującym drogę do Nieba, pokazującym na stronę prawą i lewą, na rozdział między tymi, którzy pójdą za Jezusem i przeciwko Niemu.

Symeon mówił: „Oto Ten jest położony na znak narodom, któremu sprzeciwiać się będą. Odtąd ten krzyż jest znakiem, któremu się sprzeciwiają”. Dla jednych będzie zgorszeniem i głupstwem, a dla drugich narzędziem zbawienia i chwały ich.

To, co w ludzkim rozumieniu było poniżeniem i śmiercią, to z Woli Bożej stało się narzędziem szczęścia i zbawienia człowieka.

III: Pan Jezus po raz pierwszy pod krzyżem upada

Syn Boży przyjmuje na Siebie ciało ludzkie, przyjmuje je z całą jego słabością, zmęczeniem, wyczerpaniem i cierpieniem. Obity upada pod krzyżem i nie wstydzi się tej słabości ludzkiej, którą wziął na Siebie, i nie udaje przed ludźmi, że jest mocny, przejmuje prawdę swojej natury ludzkiej – taką, jaką ona jest.

A my jakże często staramy się zakryć biedy nasze, zakryć to, co nas w oczach innych może poniżyć; tak się staramy, żeby żadnych naszych upadków nikt nie widział, bo chcemy być tacy wspaniali, nawet w niesieniu krzyża. Mamy tu przykład pokornego przyjęcia swojej prawdy.

IV: Pan Jezus spotyka się z Matką Swoją

Pan Jezus spotyka się ze Swoją Matką Najświętszą i tych dwoje ludzi, najświętszych na ziemi, jest przedzielonych krzyżem. Ten najdoskonalszy stosunek, jaki był kiedykolwiek między dwojgiem ludzi na ziemi, jest naznaczony krzyżem. Ponieważ Bóg jest Miłością, miłość jest monopolem Bożym, więc Bóg ma prawo do miłości i chce, by wszelka miłość na ziemi była zgodna z miłością Bożą, dlatego pieczętuje każdy stosunek między ludźmi pieczęcią krzyża, by ją oczyścić, by swoje prawa na niej naznaczyć. Matka Najświętsza, chociaż jest najświętsza, musiała też z wyroków Bożych przejść przez krzyż, nawet jej wybranie przed wiekami na Matkę Syna Bożego nic oszczędziło jej tego. My się skarżymy, że Bóg dopuścił na nas ten czy tamten krzyż, jeśli krzyż nie ominął Matki Boskiej, to nie może ominąć nikogo z nas.

V: Szymon Cyrenejczyk pomaga Panu Jezusowi nieść krzyż

Droga krzyżowa Pana Jezusa wraz ze śmiercią Jego na krzyżu, to właściwa Msza św., to właściwa Ofiara Chrystusa. Cyrenejczyk jest w tej Mszy św. jakby ministrantem, jest tym, który pomaga Chrystusowi-Kapłanowi w Jego Ofierze. Nie był winny, przeto nie należało się mu nieść krzyż; przymuszono go do tego i Pan Jezus nie broni, chociaż wie że to jest niesprawiedliwe, bo wie też, że ten krzyż będzie dla Szymona zbawieniem. Odtąd wszyscy, którzy zechcą być zbawieni, którzy zechcą korzystać z owoców krzyża, będą musieli na wzór Szymona pomagać nieść krzyż Chrystusa. Każdy w swoim zakresie jest ministrantem w ofierze Chrystusowej w drodze krzyżowej.

VI: Weronika ociera twarz Pana Jezusowi

Uczynek Weroniki jest dobrym uczynkiem miłości bliźniego, może Weronika nie wiedziała, kim jest ten Skazaniec, może widziała tylko człowieka cierpiącego i zlitowała się nad nim w dobrym sercu. Pan Jezus daje jej w nagrodę obraz Swego Oblicza na chuście. Bóg jest Miłością, przeto każdy uczynek miłości, choćby najdrobniejszy, uobecni Boga tam, gdzie jest spełniony. Sprowadza Boga w to miejsce i w dusze spełniającą uczynek miłości.

Gdzie jest miłość, tam jest Bóg, gdzie jest miłość tam się pogłębi w duszy obraz i podobieństwo Boga. Nic tak nie zbliża do Boga bezpośrednio, jak prawdziwa miłość bliźniego w życiu codziennym, gdzie jest wiele sposobności dla okazania dobroci, przyjaźni, życzliwości, wszystkiego tego, co nazywamy ogólnie miłością.

VII: Pan Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

Pan Jezus upada pod krzyżem. Nie odrzuca krzyża, nie odkłada go, nie szuka innego oparcia, nie szuka innej pociechy, ale sam na swoim krzyżu się wspiera, aby się na nim podnieść. My, gdy spotkamy się z krzyżem, to tak chcemy szukać innego oparcia, innej pociechy; tak się rozglądamy, czym byśmy mogli krzyż nasz osłodzić, zapomnieć o nim; nieraz i w grzesznych myślach czy uczynkach szukamy ucieczki spod krzyża. Zapominamy, że najlepszym wsparciem przy upadku jest sam krzyż. Jeśli się powie tak, jak św. Andrzej: „O, dobry krzyżu i z dawna pożądany, przyjmij mnie jako ucznia Tego, który przez Ciebie mnie odkupił”. Jeśli się popatrzy z miłością na krzyż i ze zrozumieniem, czym on jest dla człowieka, wtedy krzyż staje się lekkim; ból i cierpienie, jeśli się je przyjmie, staje się pomocą dla nas i umocnieniem.

VIII: Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty

Pan Jezus upomina płaczące niewiasty, mówi, żeby nie płakały nad Nim, ale nad sobą i synami swoimi. Zwraca im uwagę na to, że zło grzechu jest większym złem, niż cierpienie fizyczne, i że nad grzechem trzeba płakać. Bo grzech jest czymś smutnym. My, gdy widzimy grzech, wówczas albo gniewamy się, albo śmiejemy się, czasem plotkujemy o grzechu, czasem nawet cieszymy się z upadku czyjegoś, dziwne to, ale tak czasem jest, zamiast pamiętać, że nad grzechem trzeba płakać, nad swoim i nad cudzym grzechem.

Grzech jest złem dla człowieka; trzeba mieć współczucie dla człowieka, który grzeszy, a mieć nienawiść dla grzechu. Człowiekowi grzeszącemu trzeba umieć podać rękę, modlić się za niego, pomóc mu, by z grzechu wyszedł.

IX: Pan Jezus po raz trzeci pod krzyżem upada

Gdy człowiek niesie spokojnie swój krzyż, przyzwyczaja się wówczas do krzyża, a gdy się szarpie, to uderzenia krzyża więcej go bolą, gdy się krzyż lekko trzyma, to przy upadku mocniej uderza i boli. Trzeba krzyż wziąć na dwa ramiona, przycisnąć do siebie – lżej go wtedy nieść i mniej boli. Przy upadkach człowiek uczy się, jak ma nieść krzyż, uczy się z nim zżywać. W upadkach grzechowych uczymy się nie nieść hardo głowy, nie być pewnym siebie w tej drodze, uczymy się nieufności do siebie; przy upadkach powtarzających się tyle razy uczymy się pokory. O naszej ułomności św. Paweł pisze: „Chlubić się będę w słabościach, bo kiedy jestem słaby, wtedy we mnie działa moc Chrystusowa”.

X: Pan Jezus z szat obnażony

Widzimy w tej stacji różne ustosunkowanie się Boga i ludzi do rzeczy świata. Żołnierze zdarte, zniszczone szaty dzielą między siebie po ludzku j sprawiedliwie; tak dbają o tę resztę szat. Pan i Jezus wszystko to oddaje. Zabierają Mu resztki Jego ludzkiej własności, a przy tem wystawiają Go na pośmiewisko, poniżają Jego godność ludzką. To są ludzkie sposoby postępowania; zabieranie drugim własności i zabieranie drugim czci, a Chrystus oddaje jedno i drugie. Osiąga przez to inne wartości, które mają wysoką cenę w oczach Bożych. Trzeba nam się uczyć takiego stosunku do własności i do godności ludzkiej.

XI: Pan Jezus do krzyża przybity

Żołnierze przybijają kolejno ręce i nogi Pana Jezusa do krzyża; pewnie nie było to najboleśniejsze cierpienie Chrystusa, ale przez to, że wiele ran Mu zadano, było bardzo dokuczliwe. Odtąd już Ciało Pana Jezusa nie może poruszać się poza linią krzyża, już się dostosowało do krzyża, oddało się całkowicie krzyżowi, i nie ma dla niego innej linii i innego sposobu trzymania się, jak na krzyżu. I w naszym życiu jest wiele gwoździ i szpilek, drobnych, codziennych, które nas po kolei przybijają do krzyża tak, abyśmy nie umieli działać inaczej, jak po linii krzyża, byśmy się dostosowali do krzyża, żebyśmy się wdrożyli do niesienia krzyża. W miarę życia naszego z Jezusem Chrystusem coraz bardziej On nas przybija do Swego krzyża. Musimy się z tym zgodzić, bo gdybyśmy się wyrywali z krzyża, to stokroć bardziej bolałoby nas.

XII: Pan Jezus umiera na krzyżu

Pan Jezus wiele razy w swoich naukach mówi, że kto; chce mieć królestwo niebieskie, niech odda wszystko, co ma. Pan Jezus wymaga pełnego wymiaru od sług królestwa niebieskiego i sam daje pełny wymiar; śmierć Jego na krzyżu jest pełnym wymiarem Miłości. Z krzyża Pan Jezus jako testament oddaje nam Matkę Swoją. I jako testament modli się za prześladowców swoich, odpuszcza im, bo nie wiedzą, co czynią. Jako testament pokazuje nam, że szczera skrucha zmywa grzechy i prowadzi do Nieba. „Dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”. Jako testament wskazuje, jak trzeba życie swe, wszystko swoje składać w ręce Ojca Niebieskiego: „Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha Mego”. Na krzyż i na zawieszonego na nim Jezusa Chrystusa można patrzeć i wciąż z niego czytać, jeżeli się pamięta, że na krzyżu wisi nie człowiek zwyczajny, ale Człowiek, który jest zarazem Bogiem; nigdy tej tajemnicy nie zgłębimy, żaden ludzki rozum nam tego nie wytłumaczy, to jest pełny wymiar Boga, który wymaga od nas naszego pełnego wymiaru. Tu się trzeba wyuczyć ofiary, szczególnie ofiary pełnej i chętnej.

XIII: Pan Jezus zdjęty z krzyża

Ciało Pana Jezusa zdjęte z krzyża, już się samo nie porusza, jest całkowicie powolne w rękach ludzkich; jest doskonale poddane. Już nie ma Pan Jezus własnych swoich ruchów – jest doskonałe posłuszeństwo aż do śmierci. Oddał też Swe Ciało w Eucharystii w ręce ludzkie. Robimy z Nim, co chcemy, obnosimy w monstrancji, podajemy w Komunii św., nawet oddaje się Pan Jezus w ręce świętokradców.

Pan Jezus jest doskonale posłuszny, przyszedł, by wynagradzać Bogu Ojcu za nieposłuszeństwo człowieka. Mamy się tu uczyć posłuszeństwa, uległości i poręczności w ręku Bożym i w ręku tych, których Bóg nad nami postawił.

XIV: Złożenie do grobu

Ciało Pana Jezusa złożono do grobu. Grób założono kamieniami, opieczętowano, postawiono straże i zdawało się ludziom, którzy ukrzyżowali Jezusa, że Go zwyciężyli. Po ludzku biorąc już nie było nadziei dla Apostołów; wszystko się dla nich skończyło; cała ta historia została zapieczętowana ludzką pieczęcią; ale że myśli i drogi Boże są inne niż ludzkie, przeto Chrystus zmartwychwstał wbrew ludzkim oczekiwaniom. Tak u Boga, często jest, że kiedy zdaje się, że nie ma nadziei, że wszystko przepadło, skończyło się, kiedy ostatnią, beznadziejną położono pieczęć, wtedy niespodzianie, nie wiadomo skąd, przychodzi pomoc. Tam, gdzie jest ufność w Bogu, gdzie ludzie się na Bogu opierają, tam nie ma rzeczy beznadziejnych, tam nie ma spraw rozpaczliwych. Słabość Boża jest potężniejsza nad moc ludzką, dlatego tak się nam trzeba uczyć ludzkiej słabości, w której działa moc Boża; tak się trzeba uczyć nie polegać na sobie, nie rozpaczać, nie wątpić, gdy ludzkie siły są słabe, a ufać, że Bóg jest blisko.

Ks. Tadeusz Fedorowicz, DROGA KRZYŻOWA, Laski 1948

 

 

 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close