Z okazji 57. rocznicy śmierci Czcigodnej Sługi Bożej Matki Elżbiety Czackiej w kilku kolejnych odsłonach spójrzmy na tę, która przez własne cierpienie oddane Bogu, pomogła wielu ludziom przyjąć brak wzroku fizycznego i duchowego, oraz trudne doświadczenia życiowe. Zobaczmy portret pisany na podstawie wspomnień ludzi, którzy ją znali osobiście…

 

 

twarz Matki…

Oblicze Matki Elżbiety niełatwe było do określenia. Nie nadawało się ono do wyrażenia w słowach. W swym ubogim zakonnym stroju pełna była prostoty i jakiegoś ukrytego majestatu. Jednocześnie oblicze jej promieniowało łagodnością i słodyczą, a zarazem dużą mocą i energią. W całej twarzy był jakby uśmiech łaskawy i pełen wyrozumiałości, mimo iż twarz Matki skupiona była i pełna wewnętrznej powagi. Rysy Matki harmonijnie wyrażały ukrytą moc woli i pobudliwą wrażliwość. Twarz ta była prawie męska w budowie czoła i nosa, usta niezwykle wrażliwe wyrażały bogactwo przeżyć. Oczy często nieruchome, jak na egipskim posągu, miały doskonałą formę. A jednak podległe były wewnętrznym stanom: otwarte, gdy słuchała uważnie, przymknięte, gdy wyłączała się od spraw zewnętrznych.

Zofia Trzcińska-Kamińska

 

różne spotkania…

Po raz pierwszy zobaczyłam Matkę na Polnej w kaplicy, dokąd Ojciec nas zaprosił na Mszę św., którą miał odprawić przed wyruszeniem na front. Przyszło więc nas kilkoro z „Kółka”. Zanim Msza się zaczęła, weszła cicho, płynnym krokiem zakonnica w brązowym habicie i przesunęła się przez kaplicę jak promień światła, w moich oczach jakby otoczona światłem, choć wydawało się, że sama nie widzi. Ruchy miały jednocześnie prostotę i majestat, ostrożność i pewność, jakby każdy krok był oddaniem się, zawierzeniem komuś. Postać jakby płynęła. Pomyślałam wtedy: tak, to jest Matka Czacka. Później dowiedziałam się, że to była ona, a wrażenie pierwszego spotkania nie zatarło się we mnie nigdy.

s. Teresa Landy

+

Matka na powitanie każdego gościa wstawała ze swego fotelika, który stał po lewej stronie pod oknem. Musiała zdjąć nogi z niskiego podnóżka. Na pożegnanie, gościa odprowadzała do drzwi.

Do sznura, którym opasany był habit miała przymocowaną torebkę z robotą szydełkową. Jak rozmawiała z ludźmi, pracowała szydełkiem. Twarz miała zwróconą ku rozmówcy. To było przyzwyczajenie z czasów, kiedy widziała.

Matka była osobą wspaniale wychowaną. To była część jej świętości, bo wychowanie liczy się z opanowaniem na każdą chwilę. Matka stwarzała pewien dystans swego dobrego wychowania.

Zofia Morawska

 

zaraz po śmierci…

15 maja 1961 – na nabożeństwie majowym

Matka Elżbieta Czacka jest pierwszą służebnicą Krzyża laskowską i doskonałym wzorem służby Krzyżowi. Patrzyliśmy na tę wierność Matki. Niech nam to będzie przypomnieniem, napomnieniem, zachętą, abyśmy tę służbę Krzyżowi wiernie pełnili.

Jeśli Matka nie potrzebuje naszych modlitw, to prośmy, aby naszymi modlitwami Bóg napełnił jej ręce, aby Matka nasza mogła rozdawać łaski, abyśmy mieli siły i wierność do wytrwania, do dalszej pracy w Dziele, aby każdy z nas zrozumiał swoją rolę w służbie Krzyża.

ks. Tadeusz Fedorowicz

 

 

Posłuchajmy ostatnich słów Matki Elżbiety… Czyta Halina Winiarska.

 

***

Czytamy w najnowszej adhortacji Papieża Franciszka: „świętość jest  śmiałością, jest zapałem ewangelizacyjnym pozostawiającym ślad na tym świecie.(…) Mobilizuje nas przykład tych, którzy z wielką wiernością poświęcają się przepowiadaniu i służbie, często narażając swoje życie, a na pewno za cenę własnej wygody. Święci zaskakują, wyrywają z raz urządzonej egzystencji, bo ich życie wzywa nas do porzucenia spokojnej i znieczulającej przeciętności”. Doskonale widzimy to na przykładzie życia Matki Czackiej, która tak odważnie odczytała swoją misję w świecie i kościele. Mimo własnych ograniczeń związanych z utratą wzroku, pokonuje je z Boża pomocą i tworzy miejsce, które dla wielu pokoleń niewidomych stanie się drugim domem, miejscem wzrastania i odkrywania własnej godności.

Patrząc na te owoce posługi pragniemy uczyć się od Matki Elżbiety: współpracy z łaską, zawierzenia Opatrzności i poddania się Woli Bożej. Jak sama mówiła: „Wszystko dla Boga i tak, jak Bóg chce”.

W rocznicę narodzin dla nieba pragniemy dziękować Bogu za jej życie, powołanie, za nasze zgromadzenie oraz Dzieło Lasek oraz modlić się o dar beatyfikacji:

Boże, źródło wszelkiej świętości, który powołałeś ociemniałą Matkę Elżbietę do służenia Tobie w niewidomych na duszy i na ciele, obdarzając ją męstwem w dźwiganiu krzyża dla zadośćuczynienia za duchową ślepotę ludzi i dałeś jej łaskę powołania do życia w Kościele nowej rodziny zakonnej, racz wynieść ją na ołtarze, a nam za jej wstawiennictwem udziel łaski…, o którą z pokorą i ufnością Cię prosimy, dla większej chwały Trójcy Przenajświętszej. Amen.