W Jubileusz Setnej rocznicy powstania naszego Zgromadzenia – w kolejnej odsłonie spójrzmy na tę, która przez własne cierpienie oddane Bogu, pomogła wielu ludziom przyjąć brak wzroku fizycznego i duchowego, oraz trudne doświadczenia życiowe. Zobaczmy portret pisany na podstawie wspomnień ludzi, którzy ją znali osobiście…

 

 

 

postać – ubiór…

Hrabianka Czacka w habicie ze starej burki swego wuja, to widomy znak rodzaju i stylu życia, który wybiera nie tylko dla siebie, ale i dla Zgromadzenia. Było to również okazanie ludziom, że odtąd będzie się liczyła tylko z wolą Bożą, a nie będzie dla względów ludzkich robiła żadnych ustępstw.

Rodzaj życia, który wybrała, zdumiewał jej rodzinę, przyjaciół krewnych i znajomych, ale stawiał ich jednocześnie wobec zjawiska wiary obejmującej i przekształcającej życie wiary, z której wyciąga się całkowite konsekwencje.

Gruby habit ze starej burki był symbolem zerwania ze światem bogatych i szczęśliwych, przyjęcia do końca z wszystkimi konsekwencjami woli Bożej, która kazała Jej oddać wszystko, stanąć w szeregu tych którzy dotknięci tą samą co ona ślepotą nie mieli nikogo, kto by się nimi zajął, kto by ich pokochał w Bogu i dla Boga, by Boga im przybliżyć. Tego nie mogłaby osiągnąć hrabianka Czacka nawet uposażając najhojniej instytucję, którą założyła. To mogła uczynić Matka Elżbieta w habicie ze starej burki. Dlatego nie ulękła się zdziwienia, nawet zgorszenia i może żalu najbliższych z powodu tego kroku. Zeszła do swoich niewidomych nie jako szlachetna i ofiarna pani, ale jako Siostra i Matka.

s. Teresa Landy

+

Co Matka bardzo ceniła – zewnętrzną, prawdziwą elegancję ubioru. Matka chciała, żeby dziewczęta niewidome i w ogóle kobiety dbały o swój wygląd, żeby były eleganckie. Interesowała się sposobem mego czesania i ubierania. Gdy miałam fryzurę świeżo przez fryzjera ułożoną, nieraz dotykała lekko moich włosów mówiąc: „Widzę, że się uczesałaś bardzo dobrze. Lubię, gdy kobiety są ładnie uczesane”.

Matka interesowała się tym, jak kto się ubiera. Nieraz sekretarka informowała Matkę o moim ubiorze. Pamiętam do dziś słowa: „Masz dzisiaj śliczną suknię, takie właśnie lubię”. Matka opowiadała, jak będąc osobą świecką starała się ubierać ładnie, elegancko. ale bez przesady, odpowiednio do okoliczności. Podkreślała, że strój nie powinien rzucać się w oczy.

Alicja Gościmska

 

cechy charakteru…

Wszystkie siostry miały dla Matki wielką cześć i miłość. Niektóre okazywały to Matce, miały jakąś wewnętrzną potrzebę wypowiedzenia tego co czują. Nie było w tym jednak cienia pochlebstwa. Ze strony Matki nie zauważyłam nigdy żadnego odruchu, aby kogoś sobie pozyskać, zdobyć czyjeś przywiązanie.

Przy wielkiej swojej dobroci, w stosunku do sióstr Matka była wymagająca, błędy nasze karciła, żądała poprawy. Nieraz przemawiała w refektarzu z surową naganą.

s. Wacława Iwaszkiewicz

 

stosunek do sióstr…

Stosunek Matki do sióstr odznaczał się widzeniem każdej z nich w jej odmiennej i jedynej indywidualności, którą Matka starała się poznać, uszanować w tym, co dobre i dać jej możność rozwoju.

Matka nie miała gotowego szablonu, w który chciałaby wtłoczyć siostry gdyż wiara przypominała Jej, że Bóg każdą stworzył oddzielnie, każdą inaczej miłuje, do czego innego przeznacza i że trzeba to uszanować.

Szanowała upodobania i zamiłowania przyrodzone, o ile nie były w kolizji z dobrem ogólnym. Ta tolerancja wypływała z widzenia bogactw Bożych w ludzkich duszach, które garnęły się do pomocy.

Stąd wynikała ogromna różnorodność ludzi złączonych wspólną dewizą: „Miłość Chrystusowa przynagla nas”.

s. Maria Gołębiowska

 

Z wielką dobrocią łączyła Matka jednocześnie stanowczość i niezłomność, gdy chodziło o tępienie jakiegoś zła, czy nieporządku. Nie cofała się przed trudnymi posunięciami. Od wszystkich w Laskach wymagała Matka p r a w o ś c i. Nie liczyła się Matka z żadnymi względami, jeśli było trzeba najboleśniejszą prawdę powiedzieć. Mówiła zawsze w oczy.

Od sióstr wymagała Matka ofiary pełnej, wszelką połowiczność, zakłamanie, a szczególnie zewnętrzną układność i brak sumienności uważała za brak powołania zakonnego.

s. Wacława Iwaszkiewicz

 

Ojciec o Matce…

Matka to rzeczywiście człowiek mocny. O tym świadczy przede wszystkim fakt przyjęcia przez Matkę, nie tylko z poddaniem woli Bożej, ale nawet z radością, ciężkiego krzyża ślepoty, którym dotknął Ją Bóg w dwudziestym roku życia.

Nikt nie może wiedzieć co przechodziła dusza Matki w tej chwili gdy się to działo. Wiemy jedno: że ten krzyż jej nie złamał, ale stał się początkiem pełniejszego życia.

Kto zna Matkę wie, że jest właśnie taką, jak naszkicował prorok, niewiastą mężną.

Widzimy w Matce te same rysy wewnętrznej mocy dającym innym oparcie. Wzór niestrudzonej, nieszczędzącej sił pracy, wzór dbałości zarówno o całość jak i o każdy szczegół powierzonego Jej przez Boga Dzieła. Czy kto widział kiedy Matkę bezczynną?

Kto ma w oczach Matkę, widzi ją zawsze albo modlącą się w głębokim wewnętrznym skupieniu, albo załatwiającą niekończące się nigdy sprawy Zakładu, zgromadzenia i wielu ludzi, którzy się do Matki garną po światło, po radę, po pociechę. Albo widzi Matkę wsłuchaną w słowo czytane, które pozwala Jej sięgnąć w Boże tajemnice. I wtedy jeszcze nie zobaczy Jej bezczynną, lecz z szydełkiem w ręku.

Matka ma pełną świadomość tego, że Bóg Ją powołał do stworzenia Dzieła, które Jej powierzył. W poczuciu tym nie ma żadnej zarozumiałości, ani pychy, gdyż Matka czuje się jedynie narzędziem Bożym, służebnicą, która pełni wolę Bożą i poczuwa się do wielkiej odpowiedzialności za to wybranie.

To, że znaleźliśmy się w zasięgu życia Matki, jest również z woli Bożej. Możemy to uważać za przywilej Jego łaski.

Ks. Władysław Korniłowicz, Żułów 1942

Żytomierz

Żytomierz