„Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”.

J 11, 25

Dnia 9 stycznia 2019 roku odeszła do Pana nasza Siostra –

ŚP. SIOSTRA Lucjana

od Ducha Świętego i Niepokalanej

Danuta Brzykcy

w 92. roku życia, 66. roku powołania, 65. roku profesji zakonnej

Msza święta pogrzebowa będzie sprawowana w sobotę, 12 stycznia, o godz. 13:00 w kaplicy Matki Boskiej Anielskiej w Laskach. Po Mszy świętej – pogrzeb na cmentarzu zakładowym.

PANIE, PRZYJMIJ JĄ DO SWOJEJ ŚWIATŁOŚCI.

„Siostry […] przez całe życie oddają cześć Bogu, aby Go kochać i wielbić kiedyś w niewypowiedzianym szczęściu”.                                                                                                              

Matka Elżbieta Czacka

Siostra Lucjana – Danuta Józefa Brzykcy urodziła się 1 czerwca 1927 roku w Ostrowie Wielkopolskim, tam też została ochrzczona 12 czerwca 1927 roku w kościele Świętego Stanisława Biskupa. Rodzicami byli Maria z domu Stachowiak i Seweryn Brzykcy. Tato służył w wojsku pruskim i brał udział w walkach pierwszej wojny światowej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości pracował jako urzędnik państwowy i w ten sposób osiadł się z rodziną w Ostrowie Wielkopolskim. Tam też przyszła na świat szóstka dzieci: cztery dziewczyny i dwóch chłopców.

Rodzina była bardzo pobożna i kochająca. Rodzice wpajali dzieciom wartości chrześcijańskie, uczyli modlitwy i dawali jej przykład własnym życiem. Mama nie pracowała zawodowo. Prowadziła dom, wywierając znaczny wpływ na kształtowanie osobowości dzieci.

We wspomnieniach z okazji jubileuszu 50-lecia profesji zakonnej w 2004 roku s. Lucjana zanotowała: Codziennie odmawialiśmy pacierz wspólnie rano i wieczorem, a w Wielkim Poście dodatkowo Litanię do Męki Pańskiej. Pamiętam, w sypialni była figura Serca Jezusowego, gdzie w każdy piątek paliła się lampka oliwna. Zasypiając pamiętałam, że tutaj jest Pan Jezus. Miłość do Serca Jezusowego zaczerpnęłam z serca Mamusi, która należała do Straży Honorowej Serca Pana Jezusa. Godzina piętnasta, półmrok, to była godzina modlitwy Mamusi.

W 1934 roku Danuta podjęła naukę w szkole podstawowej. I Komunię święta przyjęła jako jedenastoletnia dziewczyna, gdyż taki był zwyczaj w Wielkopolsce. Na całe życie zapamiętała ten dzień i swoją głęboką radość, że może każdego dnia przyjmować Jezusa do swojego serca. Już od drugiej klasy należała do Krucjaty Eucharystycznej. Sakrament bierzmowania przyjęła 24 września 1938 roku, biorąc sobie za patronkę i wzór świętą Teresę od Dzieciątka Jezus, którą bardzo kochała i często się do niej modliła.

Rok 1939 był wyjątkowo trudny dla całej rodziny: w marcu po urodzeniu najmłodszego syna, ciężko zachorowała mama i jej życie było zagrożone. Mąż i dzieci modlili się gorąco o jej powrót do zdrowia. S. Lucjana zapamiętała z tego czasu: Pierwszy raz w życiu widziałam Tatusia płaczącego.

Zdawało mi się, że fundamenty się walą. Codziennie rano bez śniadania, przed szkołą, chodziłam do kościoła, przyjmowałam Komunię świętą, lały mi się łzy przez palce i prosiłam: „Panie Jezu, uzdrów naszą Mamusię”. Odmawiałam nowennę do świętej Tereni od Dzieciątka Jezus. Gdy czytałam w tekście słowa o zgadzaniu się z wolą Bożą, to je opuszczałam.

Mama wyzdrowiała, natomiast we wrześniu wybuchła druga wojna światowa. Ojciec otrzymał polecenie likwidacji urzędu, a cała rodzina – nakaz ewakuacji w okolice Tarnopola. Nie zapomnę, – wspominała s. Lucjana – jak Mamusia poszyła nam plecaki i zagarnęła wszystkie dzieci do sypialni rodziców pod figurkę Serca Jezusowego i wszystkich oddała Panu Jezusowi. To był moment ważny, bo nikomu nie stało się nic złego w czasie wojny, chociaż zginęły nam wszystkie rzeczy: dokumenty, biżuteria, pamiątki rodzinne, fotografie wywiezione transportem do Kamionki na Podole, a my całą rodziną, z malutkim Jędrusiem w wózku, po miesiącu wędrówki, ostatnim pociągiem zamiast w kierunku wschodu […] wróciliśmy […] do Ostrowa.

Ich mieszkanie zostało zajęte przez Niemców, rodzina więc tułała się po różnych miejscach. Danuta kontynuowała naukę na tajnych kompletach. W ten sposób ukończyła szkołę podstawową i rozpoczęła gimnazjum. Z tego też czasu datuje się jej znajomość ze starszą koleżanką – Janiną Adamską, która nie tylko uczyła ją podczas tajnych kompletów, ale też swoim przeżywaniem wiary wywarła głęboki wpływ na młodą dziewczynę (była to późniejsza s. Immaculata, karmelitanka).

W czasie okupacji Danuta musiała wraz ze starszym rodzeństwem pracować dla Niemców – najpierw była opiekunką dla dzieci, potem pomocą domową. W 1944 roku na pół roku została wysłana do przygotowania okupów przed nadejściem frontu wschodniego. Wspomnienia s. Lucjany ukazują, w jaki sposób młoda dziewczyna przyjmowała trudny codzienności: Półroczny okres Einsatzu w okolicy Wielunia, Daniszyna, mogę śmiało powiedzieć, był okresem moich wielkich rekolekcji. Przed wyjazdem, na pożegnanie dostałam od Janki Adamskiej piękne modlitwy i „Naśladowanie Chrystusa” Tomasza à Kempis. Czytałam je codziennie w lesie, przy kopaniu rowów. Ciężką pracę i brak chleba ofiarowywałam dla Pana Jezusa. Kopałyśmy kilofami jurę częstochowsko-krakowską. Było trudno. Podtrzymywały mnie na duchu listy od Janki. Za jej namową prowadziłam wspólny wieczorny pacierz w stodole i małe próby zebrań Sodalicji. Czułam opiekę Matki Najświętszej. Raz w jedną niedzielę zorganizowałam pieszą wyprawę do kościoła z koleżankami – do niejakiego Popowa, czternaście kilometrów od miejsca pracy. Byłyśmy na Mszy świętej, u spowiedzi i u Komunii świętej. Szukano nas w lesie, ale Feldfebel – Niemiec w mundurze wojskowym nie był tak groźny, jak esesmani, którzy pilnowali chłopców i mężczyzn. Wróciłyśmy szczęśliwie.

Siostra Lucjana wspominała też swoje niezwykle niebezpieczne przedsięwzięcie, gdy w grudniu 1944 roku, mając siedemnaście lat wraz z młodszą o dwa lata koleżanką, „autostopem” udały się do Ostrowa (ok. 160 km), aby spędzić święta z rodziną. W styczniu 1945 roku przez Wielkopolskę przeszedł front wschodni. Wycofujący się Niemcy likwidowali młodzież pracującą przy okopach. W tym czasie, dzięki Bożej opiece, Danuta zdążyła wrócić już do Ostrowa. Z czasem rodzina Brzykcy zamieszkała na powrót w swoim domu.

Danuta podjęła naukę – w trybie przyśpieszonym – w gimnazjum, a potem liceum humanistycznym. Maturę zdała już w 1947 roku. Wstąpiła także do Sodalicji Mariańskiej, gdzie była zastępczynią przewodniczącej oraz instruktorką, która z wielką gorliwością przygotowywała dziewczęta do złożenia przyrzeczeń. Ten zapał apostolski dzieliła ze swymi najbliższymi przyjaciółkami. Wśród koleżanek stanowiłyśmy „nierozerwalną trójkę” – zapisała s. Lucjana. – To była Bolka, Łucja, i ja. Chciałyśmy cały świat uczynić lepszym. Nie zapomnę naszych niekończących się rozmów. Chciałyśmy zrobić dużo dobrego. (Bolka złożyła ofiarę z życia. Umarła przy urodzeniu dziecka. Łucja została lekarzem medycyny i całe życie służyła chorym, a ja zostałam zakonnicą).

To pragnienie uczynienia świata lepszym miejscem, przybrało dla Danuty konkretny kształt powołania zakonnego podczas rekolekcji zamkniętych, w których wzięła udział po maturze, w lipcu 1947 roku, w Częstochowie. Prowadzili je ojcowie jezuici. Zdecydowała, że odda się Bogu „na całego” jako karmelitanka, ale jeszcze nie od razu. Podjęła najpierw studia polonistyczne we Wrocławiu oraz studia w Instytucie Wyższej Kultury Chrześcijańskiej u ojców franciszkanów, gdzie ukończyła 6-miesięczny kurs katechetyczny, po którym pracowała jako katechetka, aby zarobić na swoje utrzymanie. Kochała pracę katechetyczną, poprzez nauczanie o Jezusie, pogłębiała i ożywiała swoją miłość do Niego. A Jezus wołał. Raz, idąc na wykłady uniwersyteckie, – wspominała po latach s. Lucjana – przechodziłam przez most. Pamiętam to miejsce i głos Pana Jezusa: „Jeśli będziesz się dalej uczyła, to zrobisz tak, jak ty chcesz, a jeśli potrafisz zostawić studia dla Mnie, zrobisz tak, jak Ja chcę”. Chciałam pełnić wolę Bożą. Chciałam oddać się „na całego” i po roku przerwałam studia.

Do Karmelu warszawskiego wstąpiła 8 września 1948 roku, na święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, w imieniny i urodziny swojej mamy, która też, wraz z drugą córką, przywiozła Danutę do klasztoru. W Karmelu czuła się szczęśliwa i spokojna. Była tam cztery lata i sześć miesięcy – do 1953 roku, kiedy to nie została dopuszczona do ślubów wieczystych. Decyzję przełożonych, że potrzebne jest jej apostolstwo, przyjęła z bólem, ale jako wyraz woli Bożej. Przekonanie o tym, że całkowicie należy do Jezusa nie zmieniło się ani nie zmalało. W modlitwie rozeznawała, czego Bóg od niej oczekuje.

Laski poznała dzięki opowiadaniom mistrzyni nowicjatu w Karmelu, której spowiednikiem był o. Władysław Korniłowicz. 19 marca 1953 roku wystąpiła z Karmelu, a 30 kwietnia tego roku wstąpiła do Lasek.



Do aspiratu została przyjęta 30 kwietnia 1953 roku; do postulatu przeszła 31 maja, a nowicjat zaczęła 24 października 1953 roku. Pierwszą profesję złożyła 25 października 1954 roku, natomiast śluby wieczyste – 25 października 1961 roku.



Po pierwszych ślubach dwa lata pracowała jako pomoc wychowawcza w internacie dziewcząt, następnie rok jako zakrystianka w laskowskiej kaplicy. Jednak najbardziej znacząca była jej posługa katechetki, zarówno dzieci niewidomych jak i widzących, którą pełniła przez długie lata (łącznie, choć z przerwami blisko 30 lat). Rozpoczęła katechizować dzieci w Laskach już w 1956 roku, pracując jednocześnie jako zakrystianka. Siostra wspominała: Nie było salki katechetycznej. Uczyłam w kaplicy. Wtedy s. Maria [Gołębiowska], przełożona sióstr w Laskach, przeniosła Nieszpory sióstr z godziny 15.30 na 18.30, bo to kolidowało z godzinami lekcji religii dzieci. Laski należały wtedy do parafii w Izabelinie, ale ludzie z Lasek, Mościsk i Klaudynu przychodzili na Mszę świętą do Zakładu. Do Izabelina chodziło się tylko na wielkie uroczystości.

Od 1957 roku zaczęła pracę katechetyczną w szkole w Mościskach. Był to trudny czas komunistyczny. Niełatwo było młodej siostrze odnaleźć się w tych warunkach, ale kochała swoją pracę i była kochana przez dzieci oraz darzona zaufaniem przez rodziców. Po usunięciu lekcji religii ze szkół, uczyła dalej na terenie zakładu: najpierw w kaplicy, a następnie w salce katechetycznej w sąsiedztwie Domu św. Elżbiety, do powstania której bardzo się przyczyniła. Blisko współpracowała przez wiele lat z ks. Kazimierzem Olszewskim.

W latach 1961-1965 pracowała jako wychowawczyni dziewcząt i miała jednocześnie katechezę. Także w roku, kiedy objęła kierownictwo postulatu, nadal nauczała religii. Od 1966 do 1975 wróciła do katechizacji w pełnym wymiarze w parafii w Laskach oraz zorganizowała i poprowadziła tam ruch oazowy Światło–Życie, z którym spotkała się w Krościenku, przy okazji pobytu w sanatorium (początki astmy). W międzyczasie podjęła studia teologiczne w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie w 1973 roku i jednocześnie przez 6 lat – w ramach Krajowego Dzieła Duchowej Pomocy Powołań Kapłańskich i Zakonnych – prowadziła rekolekcje powołaniowe wyboru drogi życia oraz dni skupienia w diecezjach: łomżyńskiej, gnieźnieńskiej i koszalińsko-kołobrzeskiej, co wiązało się z częstymi wyjazdami do tamtejszych parafii. Siostra Lucjana wspominała to apostolstwo następująco: Siostry miały konferencje dla matek, dla młodzieży i wszystkie katechezy. Resztę miał ojciec misjonarz. Dla siostry pozostała praca kontaktu z młodzieżą przez dodatkowe dojazdy na dni skupienia i prowadzenie korespondencji.

W związku z powracającymi atakami astmy w 1980 roku s. Lucjana przeszła do domu w Szczawnicy. W latach 1987-1993 była tam przełożoną oraz organizowała rekolekcje dla dziewcząt, a potem do 1995 roku pełniła obowiązki przełożonej. Po zamknięciu domu w 1995 roku zajmowała się jego likwidacją, przynależąc do wspólnoty w Rabce, gdzie  – jak zapisała: Dużo się modliłam, uzupełniałam kronikę szczawnicką, pomagałam w sprzątaniu, miałam dyżury w refektarzu i trochę gotowałam. Zastępowałam też siostrę przełożoną.

W 1996 roku przeszła do wspólnoty MB. Bolesnej w parafii w Laskach, której była przełożoną, a jednocześnie katechizowała w przedszkolu gminnym oraz pomagała w przygotowywaniu dzieci do Pierwszej Komunii świętej, prowadziła zebrania ministrantów i spotkania oazowe. Po 9 latach przeszła do warszawskiej wspólnoty na Piwnej, gdzie podjęła głównie dyżury w kościele, apostołując poprzez modlitwę oraz indywidualne kontakty z osobami nawiedzającymi kościół. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia w 2018 roku s. Lucjana została przeniesiona do wspólnoty św. Rafała w Laskach.

***

Jak podkreśliła w swoim wspomnieniu jej ostatnia przełożona, s. Benedykta: Siostra Lucjana do końca swoich dni była człowiekiem ufnej i bezgranicznej wiary, zdana na Boże prowadzenie. I chociaż początkowo po przejściu do Domu św. Rafała wyrażała swoją tęsknotę za klasztorem, za siostrami, to jednak szybko przemieniła się ona w radość z bliskości Pana Jezusa w domowej kaplicy. Jak tylko siły siostrze pozwalały, była pierwsza w kaplicy, by długo trwać na modlitwie. Cieszyła się uczestniczeniem w Liturgii Godzin, w adoracji, stąd czerpała prawdziwe życie. Dziękowała Panu Bogu, że może w tym domu być.

Z wielką prostotą i skromnością cieszyła się tym, co Pan Bóg uczynił w jej długim życiu obdarzając ją apostolskim sercem. Gdy w dniu imienin s. Lucjany, pod koniec Mszy św., ks. Kazimierz, z którym przez wiele lat współpracowała w parafii, próbował wyrazić wdzięczność za tak liczne zaangażowania apostolskie siostry w różnych środowiskach, uśmiech i promienna twarz siostry mówiły jedno, że wszystko i zawsze pragnęła czynić na chwałę Bożą. Do końca nosiła w sercu troskę o powołania, ogromną miłość do Zgromadzenia i gorąco pragnęła beatyfikacji naszej Matki Elżbiety.

Cieszyła się odwiedzającymi ją osobami, z którymi od lat była zaprzyjaźniona. W ostatnich tygodniach i dniach, całkowicie świadoma, wyrażała swoje pragnienie spotkania z Panem Jezusem i Matką Bożą, tak bardzo była już gotowa.

Wielokrotnie powtarzała, że wszystkich pragnie pożegnać, za wszystko dziękuje i prosi, byśmy się wzajemnie miłowali. Pan Bóg dał s. Lucjanie łaskę cichego, spokojnego zaśnięcia w Panu. Spełniło się  największe pragnienie jej serca i to również było oddaniem chwały Bogu, podobnie jak całe siostry życie.

***

Siostra Lucjana w jubileuszowych wspomnieniach w 2004 roku zapisała: W moim życiu zakonnym najważniejszą sprawą jest trwanie przed moim Panem na modlitwie i oddawanie się Mu z miłości. Dlatego staram się najlepsze godziny dnia Mu ofiarować na modlitwę, a więc rano godzinę, jak tylko obowiązki mi pozwolą, by wypowiedzieć Mu swą miłość i pozwolić Mu być kochaną przez Niego.

Siostry, które były z nią we wspólnocie mogły zauważać na co dzień tę wierność modlitwie i gorliwość, młodzieńczy entuzjazm apostolski oraz zatroskanie o nowe powołania, a także wielką wdzięczność za wspólnotę siostrzaną.

Na zakończenie wspomnień siostra prosiła też: Drogie Siostry, proszę gorąco o modlitwę, bym była wierna wszystkim łaskom, jakie Pan Jezus daje i jeszcze ześle, bo zbliża się dla mnie najtrudniejszy egzamin z miłości do końca.

Patrząc na ostatnie miesiące postępującego wielkiego osłabienia sił i cierpienia z powodu trudności oddechowych, a jednocześnie widząc nieustanną wdzięczność s. Lucjany Panu Bogu i wszystkim wokoło, możemy być przekonane, że ten egzamin zdała pomyślnie.

Zasnęła w Panu pod wieczór, 9 stycznia 2019 roku.

***

Wszechmogący Boże, zmarła siostra Lucjana dążyła do Ciebie drogą doskonałego naśladowania Chrystusa, którego umiłowała, spraw, aby się radowała, gdy się ukażesz w chwale, i razem ze swoimi siostrami miała udział w szczęściu wiecznym. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.